Podziwiając angielski krajobraz nie da się nie zauważyć niezwykle dużej liczby zrujnowanych, dawnych chrześcijańskich opactw. Oczywiście ten stan rzeczy jest spowodowany reformacją i utworzeniem Kościoła Anglikańskiego. Losy tych budynków, po rozwiązaniu zborów były bardzo różne. Jedne stały się domami mieszkalnymi, inne przeszły pod władzę korony, jeszcze inne stały się budynkami użytecznymi: stajniami, więzieniami, magazynami, farmami, a niektóre po prostu niszczały, nie objęte żadnym zarządem. Dziś przedstawiamy wam kolejny, zrujnowany klasztor – Haughmond Abbey.

 

dom opata, mury klasztorne, gotyckie okno, pokruszone cegły
Być może w tym miejscu, zaraz obok domu opata, znajdowały się latryny. Jeśli przyjrzycie się dobrze to przez okna zobaczycie małe muzeum.

 

Początek. Tylko gdzie go szukać?

 

Jak zwykle w takich przypadkach bywa, początki opactwa owiane są mgłą tajemnicy i historycy spierają się gdzie należy ich szukać. Pewnym konsensusem jest założenie, że monastyr powstał między 1130 a 1138r i został ufundowany przez Williama Fitz-Alana. Co prawda niektóre źródła wskazują, iż wcześniej istniał w tym miejscu mały kościół bądź pustelnia, wokół której zaczęła tworzyć się coraz większa społeczność. Niemniej jednak wszystkie współczesne źródła wskazują, że intensywny rozwój Haughmond Abbey rozpoczął się wraz z grantem od Williama. W darze tym opactwo otrzymało pole do połowu ryb w Preston.

Fitz-Alan co prawda nie przyczynił się znacząco do rozwoju ekonomicznego zboru ale, przez swoje znajomości, z pewnością umożliwił otrzymywanie kolejnych darowizn. Niestety, prawdopodobnie również z tego samego powodu musiał udać się na wygnanie, bowiem nastał czas wojny domowej. William objął w jej trakcie stronę Matyldy, matki późniejszego króla Henryka II. Co prawda wybrał dobrą stronę konfliktu, jednak zanim mógł powrócić z tułaczki musiało minąć 15 lat. Natomiast co do Matyldy, to przekazała opactwu ziemię i młyn w Walcot. Tutaj pragniemy się zatrzymać na chwilę, żeby powiedzieć wam o przezorności ówczesnego opata.

 

wąski budynek, ruiny bez dachu, wysokie gotyckie okno na końcu, na parterze wykusz
W tym budynku mieszkał najprawdopodobniej opat.

 

płaskorzeźba okienna, winorośl, wykusz, kamienna rama okienna
W wykuszu, w domu opata ciągle możemy oglądać rzeźbione ramy okienne.

 

Człowiek ten wiedział, że dopóki trwa wewnętrzna zawierucha ciężko będzie przewidzieć kto wyjdzie z niej zwycięsko. Doszedł zatem do wniosku (z resztą nie on jedyny, bo inni opaci również stosowali taką taktykę), że aby na 100% być pewnym zatrzymania po wojnie darowanej ziemi, musi postarać się o potwierdzenie od wszystkich walczących stron. Tak też zrobił. Po otrzymaniu aktu przekazania od Matyldy, przekonał również króla Anglii – Stefana z Blois aby on też potwierdził przekazanie ziem opactwu. Natomiast zaraz po wojnie trzeci dokument podpisał król Henryk II, który wyszedł zwycięsko z całego starcia.
Trzeba przyznać, że spryt i dbanie o własne interesy są od wieków mocną stroną kleru.

 

płytki, mozaika, pokruszony mur
Fragment pięknej posadzki, niestety ciężko stwierdzić z jakiego okresu dokładnie pochodzi.

 

Ora et labora

 

W późniejszym okresie nastąpił systematyczny rozwój klasztoru i w przeciągu stu kolejnych lat braciszkowie zyskali w swoje posiadanie spore obszary ziemskie, co najmniej 7 młynów (w momencie rozwiązania zboru w 1535r. posiadali ich już 26), tyle samo kościołów i kolejne rybie łowiska. W przeciwieństwie do Lilleshall Abbey, większość dóbr była skupiona w okolicach Shropshire. Pozwalało to na o wiele łatwiejsze i tańsze zarządzanie dobytkiem. Oczywiście było to równoznaczne z wyższym zyskiem. Z powyższego wynika, że Haughmond Abbey stanowiło wspaniale prosperujący, dobrze naoliwiony mechanizm. Tak było praktycznie przez cały okres trwania opactwa. Jego zyski stale i systematycznie się powiększały, dzięki czemu możliwe były kolejne inwestycje i dalsze zwiększanie dochodu oraz rozbudowa murów klasztornych. Chociaż “ora et labora” przynależy do reguły benedyktyńskiej, to jednak augustianie również potrafili ją prawidłowo stosować.

 

Drewniany, średniowieczny sufit, kamienne okno, budynek zgromadzeń
Sufit na tym zdjęciu pochodzi z końcówki XVw. aż dziwne, że zachował się w tak dobrym stanie do dzisiaj

 

Czymże jednak byłoby życie, gdyby nie gorycz porażki, która pozwala nam docenić słodycz sukcesu? Chude lata nadeszły praktycznie pod sam koniec istnienia klasztoru. Najpierw opat Pontensbury poprzez zaniedbanie doprowadził do złego stanu zarówno budynki jak i sferę duchową samych braci zakonnych. W trakcie jego panowania nie przeprowadzano koniecznych remontów a nadzór nad klerykami praktycznie przestał istnieć, co poskutkowało na przykład częstymi wizytami kobiet lekkich obyczajów. Jego następca, Christopher Hunt, również nie był od niego lepszy. Oskarżony o zaniedbania, niekompetencję i niemoralne prowadzenie, został za karę odesłany do Lilleshall Abbey, aby tam nabrał dyscypliny. Zanim to się jednak stało, zdołał wpędzić dobrze prosperujące opactwo w dług w wysokości £100 (mniej więcej 1/3 rocznego dochodu).

 

Koniec był zwyczajny.

 

W 1539r; na mocy “Dissolution of Lesser Monasteries Act”, Haughmond Abbey zostało rozwiązane i sprzedane sir Edwardowi Littletolnowi, a następnie dwa lata później sir Rowlandowi Hillowi, który niedługo później odsprzedał je rodzinie Barkerów. Ostatecznie dom opata został przerobiony na prywatną rezydencję, kościół i dormitorium zostały rozebrane aby pozyskać kamień budowlany, mały krużganek skończył jako ogród, natomiast pozostałe zabudowania były wykorzystywane przez osoby prywatne.
W trakcie angielskiej wojny domowej budynki strawił pożar i niegdyś bogaty klasztor skończył ostatecznie jako farma. Na przestrzeni kolejnych lat było tylko gorzej. Coraz bardziej rozsypujące się mury odchodziły powoli w zapomnienie i niebyt, aż trafiły pod kuratelę English Heritage.

 

 

Haughmond Abbey obecnie.

 

Dziś, Haughmond Abbey nie ma zbyt dużo do zaoferowania osobom, które zdecydowały się je odwiedzić ale to nie znaczy, że nie warto tam jechać. Ruiny znajdują się niedaleko Lilleshall Abbey i zamku Moreton Corbet, w zasadzie przy samej granicy ze Shrewsbury. Dojazd tutaj jest równie łatwy jak do pozostałych dwóch zabytków (droga A49 lub A53). Przy bramie znajduje się mały parking na kilkanaście samochodów ale biorąc pod uwagę dość niską popularność tego miejsca raczej nie będzie problemów z parkowaniem.

Na teren opactwa wchodzimy przez małą furtkę w murze i od razu trafiamy do ogrodu. Co prawda dziś, zamiast kwiatów, rośnie tu tylko równo przystrzyżona trawa ale łatwo sobie wyobrazić jak to miejsce mogło wyglądać dawniej. Zwłaszcza, że znajdziemy tutaj dwie tablice informacyjne. Jeśli czulibyśmy niedosyt wiedzy, możemy udać się do małego muzeum, które mieści się na lewo od wejścia. Niestety w trakcie naszej wizyty było ono zamknięte, więc nie dowiedzieliśmy się co znajduje się w środku. Ponoć jednak warto tam wejść, aby uzupełnić sobie informacje poznawane w trakcie zwiedzania.

 

Haughmond Abbey, refektarz, ruiny, kamienne mury i kolumny, romańskie i gotyckie łuki okienne i drzwiowe
Tutaj właśnie znajdował się refektarz z piwnicą, pozostałością po nim są podstawy kolumn i kilka ścian.

 

Następnie nasze kroki powinniśmy skierować przez dawny ogród, do pomieszczeń zajmowanych przez opata. Pierwsze do jakiego wejdziemy służyło za salę główną. Tutaj odbywały się oficjalne przyjęcia, tutaj też opat, wraz ze swoją służbą spożywał posiłki. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na posadzkę z kolorowych kafelków oraz wielkie okno wychodzące na zachód, niegdyś zapewne pięknie skrzące się feerią kolorowych szkieł, dziś dające tylko pole do działania wyobraźni. Z sali głównej możemy przejść do sypialni opata, gdzie znajdziemy duży wykusz, z pięknymi płaskorzeźbami. Później natomiast swoje kroki skierujemy na mały krużganek. Na jego końcu znajduje się piętrowy refektarz. Na górnym poziomie gromadzili się mnisi, podczas gdy piwnica służyła zapewne za spiżarnię. Poza resztkami murów, w tym miejscu zachowały się podstawy wspierających podłogę kolumn.

Wybór dalszego kierunku zwiedzania jest dowolny, możemy albo usiąść na ławce w dawnym dormitorium, albo przejść na większy krużganek. Ta druga opcja jest zdecydowanie ciekawsza. Na północnym krańcu krużganka znajdziemy zarys dawnego kościoła. Niestety, ze starej świątyni nie zostało wiele i w tym miejscu musimy polegać na tablicy informacyjnej oraz własnej wyobraźni. Oczywiście można wyodrębnić wszystkie części przybytku ale nie da się ukryć, że studenci sztuki bądź architekci będą mieli o wiele łatwiej. Mniej więcej w połowie wschodniego boku krużganka znajduje się miejsce spotkań braci zakonnych. Jeśli ktoś z was wie jaką fachową nazwę nosi taki budynek, to dajcie znać w komentarzu. Po angielsku to “chapter house”. Jest to chyba najbardziej interesujący budynek w całym Haughmond Abbey, jaki zachował się do naszych czasów.

 

Po lewej stronie widać właśnie “chapter house”

 

 

Aby dostać się do środka musimy przejść przez drzwi z kilkoma łukami, które wsparte są na kolumnach, między którymi wyrzeźbione zostały postacie świętych. W środku natomiast znajdziemy oryginalny, XVw. drewniany sufit. Biorąc pod uwagę, że zbór strawił pożar to naprawdę cud, że drewniana konstrukcja przetrwała do dziś. Rzeczą obok, której na pewno nie da się przejść obojętnie są również nagrobki z XIII i XIVw. Oczywiście są to mogiły darczyńców, którzy wspierali klasztor (w innym miejscu można znaleźć jeszcze pochówki kilku FitzAlanów, hrabiów Arundel oraz ich żon).

Naszą wycieczkę możemy zakończyć obchodząc cały kompleks od wschodu, wracając do głównej furtki i muzeum.

 

Dawne płyty nagrobne i sarkofagi, w których pochowane były prominentne osoby.

 

Rzecz na koniec

 

Ruiny Haughmond Abbey nie zapewnią nam niezwykłych wrażeń, nie doznamy tutaj artystycznych uniesień ani nie dowiemy się zapewne nic, czego byśmy już wcześniej nie wiedzieli na temat organizacji i życia w klasztorach. No chyba, że jest to nasza pierwsza wizyta w takim miejscu, wtedy poznamy kilka interesujących faktów. Znajduje się tutaj kilka smaczków wartych uwagi ale nic poza tym. Miejsce to ma jednak swój urok, który da się wykorzystać. Możemy urządzić sobie tutaj wspaniały piknik pośród tajemniczych ruin aby odetchnąć od zgiełku pędzącego świata lub zorganizować sesję zdjęciową czy nakręcić kilka ujęć do naszej etiudki. Do tego nada się wyśmienicie. Poza tym znajduje się niedaleko innych atrakcji, które możemy objechać w ciągu jednego dnia, zapewniając sobie potężną dawkę wiedzy i wspaniałe widoki. Od nas tylko zależy, które z nich uwzględnimy planując wycieczkę w te rejony Anglii. O dwóch z nich możecie przeczytać na naszym blogu (Lilleshall Abbey, Moreton Corbet Castle), reszty musicie znaleźć sami, a naprawdę jest czego szukać, gdyż ten rejon obfituje w interesujące zabytki.

Jak zwykle zachęcamy was do zwiedzania i poznawania Zjednoczonego Królestwa i mamy nadzieję, że nie nudziliście się czytając artykuł a zdjęcia narobiły wam smaku na kolejną wycieczkę.

Do zobaczenia

 

 

Haughmond Abbey – jak dobrze zarządzać opactwem
5 (100%) 1 vote

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *